Nowy numer 44/2020 Archiwum
    Nowy numer 44/2020 Archiwum

Biskup z Brukseli: Nie oglądajcie się za siebie

- Nie mam problemu z tym, że jako chrześcijanie, katolicy nie jesteśmy większością. Mamy Ewangelię i chcemy z jej programem dotrzeć do ludzi, którzy mają mnóstwo innych propozycji. W Belgii żyje ogromna liczba osób, które nie wiedzą dosłownie nic o Ewangelii i Kościele - mówi bp Jean Kockerols z Brukseli.

Ks. Rafał Pastwa: Pracuje Ksiądz Biskup z młodzieżą w Brukseli. Jak wygląda kondycja tamtejszego Kościoła?

Bp Jean Kockerols*: Kościół w Belgii jest zdecydowanie różny od tego, który jest w Polsce, a to za sprawą kontekstu jakim jest sekularyzm. Wyrażenie swej wiary publicznie jest skomplikowane. Powiedzieć: „jestem chrześcijaninem” to trudna sprawa, zwłaszcza dla młodych ludzi. Terenem mojego oddziaływania jest przestrzeń Brukseli. Jest to miasto wielokulturowe, gdzie obok siebie żyją ludzie wywodzący się z różnych stron świata. Młodym ludziom nie jest łatwo wzrastać w wierze, bo zachwiana jest jej transmisja w rodzinach i w szkołach. Jest moda na sekularyzm. Młodzi, którzy szukają sensu życia, wiary, maja utrudnione zadanie.

Co jest największym wyzwaniem dla Kościoła, który żyje w Belgii?

Rywalizacja z innymi ofertami. My mamy Ewangelię i chcemy z jej programem dotrzeć do ludzi, którzy mają mnóstwo innych propozycji. W Belgii żyje ogromna liczba osób, które nie wiedzą dosłownie nic o Ewangelii i Kościele.

To przedziwne zjawisko biorąc pod uwagę, że jeszcze siedemdziesiąt lat temu w Belgii kwitła wiara. Co było powodem odejścia od Kościoła tak wielu ludzi?

Po pierwsze ludzie żyjący w dobrobycie stwierdzili, że nie potrzebują wiary i Boga. Po drugie błędy popełnił Kościół – mam na myśli nadużycia seksualne, to spowodowało spadek wiarygodności. Sekularyzacja jest również modnym i silnym trendem.

W Polsce nie ma pustych kościołów, ale i tu widoczne są znamiona pewnych kryzysów. Jaka będzie przyszłość?

Kościół belgijski nie ma wpływu ani zależności politycznej, jest mocno niezależny. Każde polityczne zaangażowanie jest niebezpieczne więc tego unikamy. Stoimy na straży powszechności, bo Kościół nie może być ograniczony do jednego narodu lub kultury. Jeśli chodzi o przyszłość jestem optymistą, bo są znaki nadziei. Musimy zrozumieć, że pewne rozwiązania nie wchodzą w grę. Nie powinniśmy wracać do przeszłości i wspominać jak to kiedyś dobrze było. Próbuję odkrywać chrześcijaństwo żyjące Ewangelią, głoszące Ewangelię i doceniające jej wartość. Nie mam problemu z tym, że jako chrześcijan i jako katolicy nie jesteśmy większością. Jezus zaczynał przecież z dwunastoma apostołami. On też spotkał się z tym, że wielu uczniów odeszło od Niego. Ale nie liczby są najważniejsze, ale to, by kobiety, mężczyźnie i dzieci świadczyli o Chrystusie. Dla mnie najważniejsza jest prorocza misja Kościoła. Jesteśmy prorokami dnia dzisiejszego – nie tego, co było wczoraj.

Zdarza się u nas słyszeć opinię, że na zachodzie Europy dominuje „kultura śmierci”…

Nie zgodzę się z tym. Zapraszam żeby przyjechać i zobaczyć. Obym był fałszywym prorokiem w tej materii, ale prawdopodobnie to, co stało się w Belgii, dotknie również wspólnoty we wschodniej Europie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Biskup z Brukseli: Nie oglądajcie się za siebie

- Nie mam problemu z tym, że jako chrześcijanie, katolicy nie jesteśmy większością. Mamy Ewangelię i chcemy z jej programem dotrzeć do ludzi, którzy mają mnóstwo innych propozycji. W Belgii żyje ogromna liczba osób, które nie wiedzą dosłownie nic o Ewangelii i Kościele - mówi bp Jean Kockerols z Brukseli.

Ks. Rafał Pastwa: Pracuje Ksiądz Biskup z młodzieżą w Brukseli. Jak wygląda kondycja tamtejszego Kościoła?

Bp Jean Kockerols*: Kościół w Belgii jest zdecydowanie różny od tego, który jest w Polsce, a to za sprawą kontekstu jakim jest sekularyzm. Wyrażenie swej wiary publicznie jest skomplikowane. Powiedzieć: „jestem chrześcijaninem” to trudna sprawa, zwłaszcza dla młodych ludzi. Terenem mojego oddziaływania jest przestrzeń Brukseli. Jest to miasto wielokulturowe, gdzie obok siebie żyją ludzie wywodzący się z różnych stron świata. Młodym ludziom nie jest łatwo wzrastać w wierze, bo zachwiana jest jej transmisja w rodzinach i w szkołach. Jest moda na sekularyzm. Młodzi, którzy szukają sensu życia, wiary, maja utrudnione zadanie.

Co jest największym wyzwaniem dla Kościoła, który żyje w Belgii?

Rywalizacja z innymi ofertami. My mamy Ewangelię i chcemy z jej programem dotrzeć do ludzi, którzy mają mnóstwo innych propozycji. W Belgii żyje ogromna liczba osób, które nie wiedzą dosłownie nic o Ewangelii i Kościele.

To przedziwne zjawisko biorąc pod uwagę, że jeszcze siedemdziesiąt lat temu w Belgii kwitła wiara. Co było powodem odejścia od Kościoła tak wielu ludzi?

Po pierwsze ludzie żyjący w dobrobycie stwierdzili, że nie potrzebują wiary i Boga. Po drugie błędy popełnił Kościół – mam na myśli nadużycia seksualne, to spowodowało spadek wiarygodności. Sekularyzacja jest również modnym i silnym trendem.

W Polsce nie ma pustych kościołów, ale i tu widoczne są znamiona pewnych kryzysów. Jaka będzie przyszłość?

Kościół belgijski nie ma wpływu ani zależności politycznej, jest mocno niezależny. Każde polityczne zaangażowanie jest niebezpieczne więc tego unikamy. Stoimy na straży powszechności, bo Kościół nie może być ograniczony do jednego narodu lub kultury. Jeśli chodzi o przyszłość jestem optymistą, bo są znaki nadziei. Musimy zrozumieć, że pewne rozwiązania nie wchodzą w grę. Nie powinniśmy wracać do przeszłości i wspominać jak to kiedyś dobrze było. Próbuję odkrywać chrześcijaństwo żyjące Ewangelią, głoszące Ewangelię i doceniające jej wartość. Nie mam problemu z tym, że jako chrześcijan i jako katolicy nie jesteśmy większością. Jezus zaczynał przecież z dwunastoma apostołami. On też spotkał się z tym, że wielu uczniów odeszło od Niego. Ale nie liczby są najważniejsze, ale to, by kobiety, mężczyźnie i dzieci świadczyli o Chrystusie. Dla mnie najważniejsza jest prorocza misja Kościoła. Jesteśmy prorokami dnia dzisiejszego – nie tego, co było wczoraj.

Zdarza się u nas słyszeć opinię, że na zachodzie Europy dominuje „kultura śmierci”…

Nie zgodzę się z tym. Zapraszam żeby przyjechać i zobaczyć. Obym był fałszywym prorokiem w tej materii, ale prawdopodobnie to, co stało się w Belgii, dotknie również wspólnoty we wschodniej Europie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się