Nowy numer 44/2020 Archiwum
    Nowy numer 44/2020 Archiwum

Po potopie zasnęli u Jezusa

W czasie gdy łowiccy pielgrzymi modlili się z całym światem na krakowskich Błoniach, nad ich polem namiotowym przeszła ulewa.

Jadąc do Miasteczka Łowickiego pod Wieliczką, pielgrzymi spodziewali się wielu łask z nieba. Okazało się, że ubiegłej nocy doświadczyli tego w obfitości.

Wychodząc z obozu, Pan Bóg przeprowadził ich wszystkich suchą nogą. Pod ich nieobecność nad obozowiskiem przeszła ulewa. Padający cztery godziny rzęsisty deszcz sprawił, że przez wiele namiotów popłynęły strumienie. Mimo szybkiej interwencji służb kwatermistrzowskich, niektóre namioty zostały zalane.

- Kiedy zaczęło padać, przeszliśmy przez pole, chowając pozostawione ręczniki, pledy, buty - mówi Katarzyna Sajak. - To, co zebraliśmy wrzucaliśmy do namiotów. Domykaliśmy też zamki i zamykaliśmy okienka - dodaje.

Namioty, które przegrały walkę z ulewą nie nadawały się do spania. Osobom, które zostały "pozbawione dachu nad głową" zaproponowano nocleg w niezwykłym miejscu.

- Wychodząc z obozu, namiot zostawiłam zamknięty. Na podłodze miałam nawet rozłożoną folię, żeby woda nie podeszła - mówi Ania Jedynak z Żyrardowa. - Wracając do miasteczka, miałam przeczucie, że nie obędzie się bez przygód. Przeczucie mnie nie zawiodło. Miałyśmy zamoczone śpiwory i karimaty. Na szczęście walizki i ubrania były suche. Na początku trochę się zdenerwowałam, ale kiedy usłyszałam o tym, że wszyscy, którzy mają zalane namioty mają spać w kaplicy, bardzo się ucieszyłam. Odebrałam to jako zaproszenie Jezusa, by całą noc spędzić w Jego domu. W kaplicy spało się bardzo dobrze i spokojnie. Było chłodno i wygodnie. Jedynie podłoga była twarda. Wzruszyło mnie też to, jak wiele rzeczy podarowali nam inni pielgrzymi. Przynieśli nam koce, karimaty. Śpiąc tam, poczułam się jak Samuel - dodaje Ania.

W podobny sposób o zalanym namiocie mówił Kasia Miklaszewska. - Wracając do miasteczka, byłam spokojna. Wiedziałam, że na miejscu są moi rodzice, więc nie obawiałam się o rzeczy. Na miejscu okazało się, że nasz namiot cieknie. Spałyśmy w namiocie technicznym. To kolejne fajne doświadczenie - dodaje Kasia.

Jak widać, miejsca starczyło dla wszystkich "poszkodowanych" przez ulewę.   Jak widać, miejsca starczyło dla wszystkich "poszkodowanych" przez ulewę.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Po potopie zasnęli u Jezusa

W czasie gdy łowiccy pielgrzymi modlili się z całym światem na krakowskich Błoniach, nad ich polem namiotowym przeszła ulewa.

Jadąc do Miasteczka Łowickiego pod Wieliczką, pielgrzymi spodziewali się wielu łask z nieba. Okazało się, że ubiegłej nocy doświadczyli tego w obfitości.

Wychodząc z obozu, Pan Bóg przeprowadził ich wszystkich suchą nogą. Pod ich nieobecność nad obozowiskiem przeszła ulewa. Padający cztery godziny rzęsisty deszcz sprawił, że przez wiele namiotów popłynęły strumienie. Mimo szybkiej interwencji służb kwatermistrzowskich, niektóre namioty zostały zalane.

- Kiedy zaczęło padać, przeszliśmy przez pole, chowając pozostawione ręczniki, pledy, buty - mówi Katarzyna Sajak. - To, co zebraliśmy wrzucaliśmy do namiotów. Domykaliśmy też zamki i zamykaliśmy okienka - dodaje.

Namioty, które przegrały walkę z ulewą nie nadawały się do spania. Osobom, które zostały "pozbawione dachu nad głową" zaproponowano nocleg w niezwykłym miejscu.

- Wychodząc z obozu, namiot zostawiłam zamknięty. Na podłodze miałam nawet rozłożoną folię, żeby woda nie podeszła - mówi Ania Jedynak z Żyrardowa. - Wracając do miasteczka, miałam przeczucie, że nie obędzie się bez przygód. Przeczucie mnie nie zawiodło. Miałyśmy zamoczone śpiwory i karimaty. Na szczęście walizki i ubrania były suche. Na początku trochę się zdenerwowałam, ale kiedy usłyszałam o tym, że wszyscy, którzy mają zalane namioty mają spać w kaplicy, bardzo się ucieszyłam. Odebrałam to jako zaproszenie Jezusa, by całą noc spędzić w Jego domu. W kaplicy spało się bardzo dobrze i spokojnie. Było chłodno i wygodnie. Jedynie podłoga była twarda. Wzruszyło mnie też to, jak wiele rzeczy podarowali nam inni pielgrzymi. Przynieśli nam koce, karimaty. Śpiąc tam, poczułam się jak Samuel - dodaje Ania.

W podobny sposób o zalanym namiocie mówił Kasia Miklaszewska. - Wracając do miasteczka, byłam spokojna. Wiedziałam, że na miejscu są moi rodzice, więc nie obawiałam się o rzeczy. Na miejscu okazało się, że nasz namiot cieknie. Spałyśmy w namiocie technicznym. To kolejne fajne doświadczenie - dodaje Kasia.

Jak widać, miejsca starczyło dla wszystkich "poszkodowanych" przez ulewę.   Jak widać, miejsca starczyło dla wszystkich "poszkodowanych" przez ulewę.
Agnieszka Napiórkowska /Foto Gość

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się