GN 42/2020 Archiwum
    GN 42/2020 Archiwum

Podzielili się radością i spontanicznością

„Witamy pielgrzymów Światowych Dni Młodzieży!” – ten napis wykonały na drzwiach mieszkanki schroniska im. Św. Brata Alberta na Strzegomskiej. Młodzież z Modeny została przez nich ugoszczona z wielką serdecznością. Zachętom do częstowania się szarlotką nie było końca.

Posiłek przygotowały kobiety ze schroniska. Tu – dotknięte przemocą domową, borykające się z problemami finansowymi, nałogami i wieloma innymi problemami na nowo uczą się żyć. Żyć jak rodzina – i to duża rodzina.

Po zjedzeniu przygotowanego przez nie posiłku młodzi Włosi zaprosili je do wspólnej modlitwy. Połowa „Zdrowaś Mario ” po włosku, druga połowa po polsku. Prosili, żeby Jezus Chrystus przyszedł do wszystkich obecnych - ze swoją mocą uzdrawiającą wszelkie zranienia, żeby zesłał Ducha – Pocieszyciela.

Po Różańcu przyszedł czas na modlitwę śpiewem i tańcem. Chętnych do prezentowania piosenki o tym, że w niebie nie potrzebujemy parasola, bo tam jest zawsze jasno, nie potrzebujemy laski, bo wszyscy są zdrowi i nie potrzebujemy okularów, bo wszyscy widzą, nie brakowało.

Mały chłopiec przybijał piątkę roześmianej Włoszce. Dostał za to flagę, którą zaraz zawiesił sobie na szyi. Młodzi ludzi mieli już iść, ale przypomniała im się jeszcze jedna piosenka. I jeszcze jedna. W końcu po setnym „ciao” pobiegli na spotkanie ze swoim biskupem z Modeny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Podzielili się radością i spontanicznością

„Witamy pielgrzymów Światowych Dni Młodzieży!” – ten napis wykonały na drzwiach mieszkanki schroniska im. Św. Brata Alberta na Strzegomskiej. Młodzież z Modeny została przez nich ugoszczona z wielką serdecznością. Zachętom do częstowania się szarlotką nie było końca.

Posiłek przygotowały kobiety ze schroniska. Tu – dotknięte przemocą domową, borykające się z problemami finansowymi, nałogami i wieloma innymi problemami na nowo uczą się żyć. Żyć jak rodzina – i to duża rodzina.

Po zjedzeniu przygotowanego przez nie posiłku młodzi Włosi zaprosili je do wspólnej modlitwy. Połowa „Zdrowaś Mario ” po włosku, druga połowa po polsku. Prosili, żeby Jezus Chrystus przyszedł do wszystkich obecnych - ze swoją mocą uzdrawiającą wszelkie zranienia, żeby zesłał Ducha – Pocieszyciela.

Po Różańcu przyszedł czas na modlitwę śpiewem i tańcem. Chętnych do prezentowania piosenki o tym, że w niebie nie potrzebujemy parasola, bo tam jest zawsze jasno, nie potrzebujemy laski, bo wszyscy są zdrowi i nie potrzebujemy okularów, bo wszyscy widzą, nie brakowało.

Mały chłopiec przybijał piątkę roześmianej Włoszce. Dostał za to flagę, którą zaraz zawiesił sobie na szyi. Młodzi ludzi mieli już iść, ale przypomniała im się jeszcze jedna piosenka. I jeszcze jedna. W końcu po setnym „ciao” pobiegli na spotkanie ze swoim biskupem z Modeny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się