Nowy numer 44/2020 Archiwum
    Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nowa Kaledonia, buty i... tłumacz Google

Godzina 22.40, wyczekiwany autobus zatrzymał się przy kościele św. Bonifacego we Wrocławiu. - Can I help you? - spytała Paulina podbiegając do wysiadających.

- Yes - usłyszała, po czym została wyminięta.

- No to mamy problem - powiedziała do siostry - nie umieją angielskiego.

A właśnie na to liczyła większość przyjmująca młodych na ŚDM, bo Nowa Kaledonia leży w okolicach Australii.

Tam urzędowym językiem jest francuski, zaś francuskiego w parafii św. Bonifacego nie umie prawie nikt. Pozostało ruszanie rękoma, kiwanie głowami.

Dwie dziewczyny, Jessica i Aicha, dotarły jakoś na miejsce noclegu.

Przed drzwiami do mieszkania próbowały ściągnąć buty, czym wprawiły wręcz w przerażenie przyjmującą ich panią Gabrysię. - Nie, nie tutaj, w środku - wciągnęła je do mieszkania gospodyni.

Słowa nie zrozumiały, ale zdziwione weszły. Próbując ją naśladować, wytarły buty o wycieraczkę. - Pójdę spytać taty, może on coś wymyśli - rzuciła do mamy Paulina i zniknęła. Po chwili wróciła z tabletem w ręku i włączonym tłumaczem Google.

- Teraz będzie zabawnie, jakoś się dogadamy! - stwierdziła. W końcu w oczach Jessici i Aichi zapaliły się iskierki zrozumienia. Choć to żmudny sposób, okazał się skuteczny. Czasem trzeba powtarzać po dziesięć razy, a jak wujek-tłumacz Google dalej źle, to wracamy do machania rękoma i "mieszanki polsko-angielsko-francuskej"...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Nowa Kaledonia, buty i... tłumacz Google

Godzina 22.40, wyczekiwany autobus zatrzymał się przy kościele św. Bonifacego we Wrocławiu. - Can I help you? - spytała Paulina podbiegając do wysiadających.

- Yes - usłyszała, po czym została wyminięta.

- No to mamy problem - powiedziała do siostry - nie umieją angielskiego.

A właśnie na to liczyła większość przyjmująca młodych na ŚDM, bo Nowa Kaledonia leży w okolicach Australii.

Tam urzędowym językiem jest francuski, zaś francuskiego w parafii św. Bonifacego nie umie prawie nikt. Pozostało ruszanie rękoma, kiwanie głowami.

Dwie dziewczyny, Jessica i Aicha, dotarły jakoś na miejsce noclegu.

Przed drzwiami do mieszkania próbowały ściągnąć buty, czym wprawiły wręcz w przerażenie przyjmującą ich panią Gabrysię. - Nie, nie tutaj, w środku - wciągnęła je do mieszkania gospodyni.

Słowa nie zrozumiały, ale zdziwione weszły. Próbując ją naśladować, wytarły buty o wycieraczkę. - Pójdę spytać taty, może on coś wymyśli - rzuciła do mamy Paulina i zniknęła. Po chwili wróciła z tabletem w ręku i włączonym tłumaczem Google.

- Teraz będzie zabawnie, jakoś się dogadamy! - stwierdziła. W końcu w oczach Jessici i Aichi zapaliły się iskierki zrozumienia. Choć to żmudny sposób, okazał się skuteczny. Czasem trzeba powtarzać po dziesięć razy, a jak wujek-tłumacz Google dalej źle, to wracamy do machania rękoma i "mieszanki polsko-angielsko-francuskej"...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się