Nowy numer 42/2020 Archiwum
    Nowy numer 42/2020 Archiwum

Prezent, który odmienił życie

Historia Krzyśka na Światowych Dniach Młodzieży pokazuje wyraźnie, jak szybko Bóg może przemieniać ludzkie serce. Wystarczy tylko wyjściu Mu spotkanie. A zaczęło się od prezentu na 18. urodziny.

Z dzisiejszej perspektywy Krzysztof Rygiel może powiedzieć, że lepszego prezentu na swoją „osiemnastkę” nie mógł sobie zażyczyć, ponieważ teraz wie, że zmienił on jego życie, a przede wszystkim relację z Bogiem. I trzeba przyznać, jego siostra, autorka prezentu, miała nosa.

Gdy jako 18-latek wsiadał w 2000 roku do autobusu jadącego do Rzymu, nie zdawał obie sprawy jak bardzo przełomowy będzie to wyjazd.

- Jeszcze nie wiedziałem, czym są dokładnie Światowe Dni Młodzieży, z czym to się je. Nie byłem świadomy, co będę tam robił. Właściwie... tak szczerze... to jechałem do Wiecznego Miasta w celach czysto turystycznych. I zobaczyć ojca świętego Jana Pawła II na żywo. Niezbyt ambitne pobudki - wspomina ekonomista z Wrocławia.

Pierwszy szok odczuł już podczas Dni w Diecezjach w Mondovi, niewielkim miasteczku (ok.20 tys. mieszkańców) - Nigdy nie zapomnę, jak zostaliśmy przyjęci z kolegą przez włoską rodzinę. Na dobrą sprawę przez cały pobyt zamieniłem z nimi zaledwie kilka zdań, bo bariera językowa była dość duża. Ja po niemiecku oni po angielsku. Ale uderzyła mnie ich wielka serdeczność i gościnność - opisuje Krzysztof.

Do dziś dobrze pamięta te chwile, gdy potraktowano go, jak stwierdza, iście po królewsku. - Nie boje się użyć tego stwierdzenia: moja własna rodzina by mnie tak nie przyjęła, jak oni mnie tam przyjęli - mówi pewnym głosem.

Od tych chwil minęło już 16 lat, a Polak wciąż trzyma kontakt z włoską familią. Wysyłają sobie kartki z życzeniami na święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

- W kilku zdaniach opisujemy, co u nas słychać. Ja Panu Bogu polecam ich w modlitwach i mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się zobaczymy, bo do dzisiaj czuje ogromną wdzięczność, za to jak mnie ugościli - opowiada Krzysztof.

W samym Rzymie podczas Światowych Dni Młodzieży szybko zmienił swój cel wyjazdu z turystycznego wypadu na prawdziwą pielgrzymkę.

- Dotykały mnie konferencje i katechezy oraz śpiewy. Zapragnąłem pogłębić swoją wiarę. Pierwszy raz wtedy zobaczyłem, jak młodzież energicznie tańcząc i śpiewając wielbi Pana Boga. Wcześniej tego nie znałem - mówi.

Tłumaczy przy tym, że wyznawanie wiary sprowadzało się u niego do bezwiednego chodzenia do kościoła i odmawiania pacierza.

- Byłem obecny w Kościele przez duże „K”, ale nie wiedziałem, że jest w Nim tylu młodych ludzi, którzy tak mocno kochają Boga. Przeżyłem pozytywne zaskoczenie i zmianę w swoim sercu, która mnie ukierunkowała w przyszłej praktyce religijnej - analizuje Dolnoślązak.

Pierwszy raz zetknął się z taką różnorodnością, radością i spontanicznością wspólnoty chrześcijańskiej. Rzym 2000 stał się punktem zwrotnym w postrzeganiu Pana Boga i kościoła katolickiego.

- Całe zło tego świata tłumaczyłem wcześniej tak, że Bóg "sobie poszedł na piwo", zrobił sobie przerwę. Teraz wiem, że ma nas cały czas w opiece i czeka, kiedy wyjdziemy Mu na spotkanie, kiedy zaczniemy współpracować z Jego łaską - wnioskuje mężczyzna.

Dlatego na następne Światowe Dni Młodzieży w Kolonii pojechał już z zupełnie innym nastawieniem. Wiedział, że jedzie na spotkanie z żywym i prawdziwym Bogiem w żywych i prawdziwych rówieśnikach z całego świata.

Jak dzisiaj patrzy na ŚDM?

- Trzeba jasno mówić, że to wielkie święto i manifestacja wiary katolickiej młodych ludzi rożnych narodowości, kultur i języków, którzy gromadzą się w imię i dla chwały Jezusa Chrystusa - podsumowuje Krzysztof Rygiel.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Prezent, który odmienił życie

Historia Krzyśka na Światowych Dniach Młodzieży pokazuje wyraźnie, jak szybko Bóg może przemieniać ludzkie serce. Wystarczy tylko wyjściu Mu spotkanie. A zaczęło się od prezentu na 18. urodziny.

Z dzisiejszej perspektywy Krzysztof Rygiel może powiedzieć, że lepszego prezentu na swoją „osiemnastkę” nie mógł sobie zażyczyć, ponieważ teraz wie, że zmienił on jego życie, a przede wszystkim relację z Bogiem. I trzeba przyznać, jego siostra, autorka prezentu, miała nosa.

Gdy jako 18-latek wsiadał w 2000 roku do autobusu jadącego do Rzymu, nie zdawał obie sprawy jak bardzo przełomowy będzie to wyjazd.

- Jeszcze nie wiedziałem, czym są dokładnie Światowe Dni Młodzieży, z czym to się je. Nie byłem świadomy, co będę tam robił. Właściwie... tak szczerze... to jechałem do Wiecznego Miasta w celach czysto turystycznych. I zobaczyć ojca świętego Jana Pawła II na żywo. Niezbyt ambitne pobudki - wspomina ekonomista z Wrocławia.

Pierwszy szok odczuł już podczas Dni w Diecezjach w Mondovi, niewielkim miasteczku (ok.20 tys. mieszkańców) - Nigdy nie zapomnę, jak zostaliśmy przyjęci z kolegą przez włoską rodzinę. Na dobrą sprawę przez cały pobyt zamieniłem z nimi zaledwie kilka zdań, bo bariera językowa była dość duża. Ja po niemiecku oni po angielsku. Ale uderzyła mnie ich wielka serdeczność i gościnność - opisuje Krzysztof.

Do dziś dobrze pamięta te chwile, gdy potraktowano go, jak stwierdza, iście po królewsku. - Nie boje się użyć tego stwierdzenia: moja własna rodzina by mnie tak nie przyjęła, jak oni mnie tam przyjęli - mówi pewnym głosem.

Od tych chwil minęło już 16 lat, a Polak wciąż trzyma kontakt z włoską familią. Wysyłają sobie kartki z życzeniami na święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

- W kilku zdaniach opisujemy, co u nas słychać. Ja Panu Bogu polecam ich w modlitwach i mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się zobaczymy, bo do dzisiaj czuje ogromną wdzięczność, za to jak mnie ugościli - opowiada Krzysztof.

W samym Rzymie podczas Światowych Dni Młodzieży szybko zmienił swój cel wyjazdu z turystycznego wypadu na prawdziwą pielgrzymkę.

- Dotykały mnie konferencje i katechezy oraz śpiewy. Zapragnąłem pogłębić swoją wiarę. Pierwszy raz wtedy zobaczyłem, jak młodzież energicznie tańcząc i śpiewając wielbi Pana Boga. Wcześniej tego nie znałem - mówi.

Tłumaczy przy tym, że wyznawanie wiary sprowadzało się u niego do bezwiednego chodzenia do kościoła i odmawiania pacierza.

- Byłem obecny w Kościele przez duże „K”, ale nie wiedziałem, że jest w Nim tylu młodych ludzi, którzy tak mocno kochają Boga. Przeżyłem pozytywne zaskoczenie i zmianę w swoim sercu, która mnie ukierunkowała w przyszłej praktyce religijnej - analizuje Dolnoślązak.

Pierwszy raz zetknął się z taką różnorodnością, radością i spontanicznością wspólnoty chrześcijańskiej. Rzym 2000 stał się punktem zwrotnym w postrzeganiu Pana Boga i kościoła katolickiego.

- Całe zło tego świata tłumaczyłem wcześniej tak, że Bóg "sobie poszedł na piwo", zrobił sobie przerwę. Teraz wiem, że ma nas cały czas w opiece i czeka, kiedy wyjdziemy Mu na spotkanie, kiedy zaczniemy współpracować z Jego łaską - wnioskuje mężczyzna.

Dlatego na następne Światowe Dni Młodzieży w Kolonii pojechał już z zupełnie innym nastawieniem. Wiedział, że jedzie na spotkanie z żywym i prawdziwym Bogiem w żywych i prawdziwych rówieśnikach z całego świata.

Jak dzisiaj patrzy na ŚDM?

- Trzeba jasno mówić, że to wielkie święto i manifestacja wiary katolickiej młodych ludzi rożnych narodowości, kultur i języków, którzy gromadzą się w imię i dla chwały Jezusa Chrystusa - podsumowuje Krzysztof Rygiel.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się