Nowy numer 2/2021 Archiwum
    Nowy numer 2/2021 Archiwum

Spieszy się jak… szewc

Z Sewerynem Goszczyńskim wyruszam trochę bliżej „Tatrów”, aczkolwiek zamierzam na chwilę zatrzymać się pośród krajobrazów między Rożnowem a Ciężkowicami.

W tym czasie jednak Zakliczyn był Opatkowicami. Zmiana nazwy nastąpiła w 1558 roku. W środku kościoła barokowy zawrót głowy, którą uspokaja nieco surowy ołtarz w bocznej kaplicy, pochodzący z zamku melsztyńskiego. A w ołtarzu głównym łaskami słynący obraz Matki Bożej… Zaglądam do księgi próśb i podziękowań, która leży na klęczniku w kruchcie. Kartki napęczniały już ludzkimi troskami, cierpieniem, ale i uśmiechem, że kogoś błogosławieństwo nie opuszcza. Może lżej będzie niektórym, gdy spojrzą nie tylko na Maryję, ale na kościelną tęczę, gdzie wokół Ukrzyżowanego fruwają lekkie jak piórka anioły. Barok uwielbia kontrasty, a przy tym wszystkim pociesza. To styl zwycięstwa.

Podniośle swojsko

Żegnam Zakliczyn, skręcając na sądecką drogę. Zaraz za skrętem klasztor franciszkanów, dawniej reformatami zwanych, których JWP Tarło do Zakliczyna sprowadził, żeby z reformacyjnymi zapędami tutejszych panów skutecznie walczyli słowem Bożym. Tędy jechał także Goszczyński, mijając potem Paleśnicę. „Ta część drogi nie jest przyjemna. Głęboki wąwóz, koryto potoku Paleśnicy, które trzeba kilka razy przekroczyć, wzgórza po obu stronach jednotonne i niebujnym lasem porosłe… Ale to droga jak każda wiodąca do miejsc błogosławionych” – pisze Goszczyński. Tym razem jednak nie do „Tatrów”, ale na Jamną, do Republiki Dominikańskiej. Góra Góry – jak mawiają o tym miejscu ludzie, przyciąga ich, bo cicho, pięknie, podniośle i swojsko pośród drewnianych chałup tworzących tę osadę. Zachodzę do trzech miejsc: kościoła, gdzie pośród pałek wodnych patrzy na mnie Madonna z Dzieciątkiem – Matka Niezawodnej Nadziei. Potem do kaplicy w domu św. Jacka, z niezwykłym klimatem wytwarzanym przez zgromadzone przedmioty. I wreszcie do pomnika kaźni miejscowej ludności, zamordowanej przez Niemców podczas pacyfikacji wsi. Tu panuje cisza, która boli.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Spieszy się jak… szewc

Z Sewerynem Goszczyńskim wyruszam trochę bliżej „Tatrów”, aczkolwiek zamierzam na chwilę zatrzymać się pośród krajobrazów między Rożnowem a Ciężkowicami.

W tym czasie jednak Zakliczyn był Opatkowicami. Zmiana nazwy nastąpiła w 1558 roku. W środku kościoła barokowy zawrót głowy, którą uspokaja nieco surowy ołtarz w bocznej kaplicy, pochodzący z zamku melsztyńskiego. A w ołtarzu głównym łaskami słynący obraz Matki Bożej… Zaglądam do księgi próśb i podziękowań, która leży na klęczniku w kruchcie. Kartki napęczniały już ludzkimi troskami, cierpieniem, ale i uśmiechem, że kogoś błogosławieństwo nie opuszcza. Może lżej będzie niektórym, gdy spojrzą nie tylko na Maryję, ale na kościelną tęczę, gdzie wokół Ukrzyżowanego fruwają lekkie jak piórka anioły. Barok uwielbia kontrasty, a przy tym wszystkim pociesza. To styl zwycięstwa.

Podniośle swojsko

Żegnam Zakliczyn, skręcając na sądecką drogę. Zaraz za skrętem klasztor franciszkanów, dawniej reformatami zwanych, których JWP Tarło do Zakliczyna sprowadził, żeby z reformacyjnymi zapędami tutejszych panów skutecznie walczyli słowem Bożym. Tędy jechał także Goszczyński, mijając potem Paleśnicę. „Ta część drogi nie jest przyjemna. Głęboki wąwóz, koryto potoku Paleśnicy, które trzeba kilka razy przekroczyć, wzgórza po obu stronach jednotonne i niebujnym lasem porosłe… Ale to droga jak każda wiodąca do miejsc błogosławionych” – pisze Goszczyński. Tym razem jednak nie do „Tatrów”, ale na Jamną, do Republiki Dominikańskiej. Góra Góry – jak mawiają o tym miejscu ludzie, przyciąga ich, bo cicho, pięknie, podniośle i swojsko pośród drewnianych chałup tworzących tę osadę. Zachodzę do trzech miejsc: kościoła, gdzie pośród pałek wodnych patrzy na mnie Madonna z Dzieciątkiem – Matka Niezawodnej Nadziei. Potem do kaplicy w domu św. Jacka, z niezwykłym klimatem wytwarzanym przez zgromadzone przedmioty. I wreszcie do pomnika kaźni miejscowej ludności, zamordowanej przez Niemców podczas pacyfikacji wsi. Tu panuje cisza, która boli.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się